– Nie wiem, ale podobno fajny. – tak wczoraj mówiła pani jak już poszłaś do domu.
Lilka lubiła teatrzyki i lubiła chodzić do teatru. Najczęściej chodziła z mamą w niedzielę. Mama pięknie ją ubierała, i sama też pięknie wyglądała, ale mama to zawsze pięknie wygląda i pachnie i ma czerwone paznokcie. Ostatni Lilka była z mamą w teatrze na Jasiu i Małgosi. Bardzo jej się podobało, ale jak czarownica złapała dzieci to tak Lilce się zrobiło źle w środku jak by ktoś nadmuchiwał jej w brzuchu balonik, a mama wtedy nachyliła się nad nią i powiedziała – Lilka wyjmij ręce z buzi.
Teatrzyk był super! Mały wróbelek ratował swoją przyjaciółkę myszkę, z pułapki którą zastawił na nią kot. Oczywiście wszystko dobrze się skończyło…, ale Lilka najbardziej zapamiętała, że pani Irenka, która siedziała koło niej cały czas wyjmowała jej rękę z buzi zniecierpliwionym gestem i mlaskaniem.
Potem był obiad ulubiona pomidorówka z ryżem. Lilka usiadła koło Karoliny… i kiedy sięgnęła po łyżkę, Karolina powiedziała – Fu Kokardka, ale ty masz brzydkie paznokcie, jak byś ich nie miała, i z jednego chyba krew Ci leci – skrzywiła się. Lilka schowała ręce za siebie i tylko wzruszyła ramionami. Po obiedzie poszła do łazienki i spojrzała na swoje palce. Faktycznie nie wyglądały najlepiej. Były „obrąbane” – jak by to powiedziała mamusia, do samego końca. Praktycznie prawie ich nie było. I tylko taka różowa poduszeczka została… Ach – pomyślała Lilka – nawet nie wiem, kiedy to się dzieje. Tak bardzo chciałabym mieć ładne paluszki.

Z przedszkola odebrał Lilkę tatuś. Lubiła jak tata ją odbierał. Zawsze wtedy było wesoło. Tata śmiał się, opowiadał śmieszne historie, podrzucał Lilkę do góry jak piórko i robił miny od których Lilka chichotała.
Tata dzisiaj śmiał się jeszcze bardziej szeroko i powiedział jak tylko Lilka usiadła mu na kolanach w szatni, żeby zanim zmieni buty opowiedzieć o teatrzyku – Lilka, Kokardko moja – po pierwsze wyjmij palec z buzi, a po drugie ma dla Ciebie odlotową niespodziankę.
Jaką tatusiu, no jaką – dopytywała Lilka, a palec wcale nie chciał wyjść z buzi.
Tata wyjął z kieszeni małą buteleczkę z pędzelkiem, zupełnie jak lakier do paznokci. – Zobacz Lilusiu – kupiłem po drodze taki specjalny lakier dla dam. Jest strasznie gorzki i jak będziemy smarować codziennie paznokcie to nawet jak będziesz chciała to nie obgryziesz, bo gorzki smak Cię zatrzyma. Tada!!! Dawaj od razu posmarujemy. Lilka zrobiła się czerwona jak burak. Tatusiu, tutaj w szatni, ja nie chcę, jeszcze dzieci zobaczą – szepnęła. – Oj Kokardka, a myślisz, że dzieci nie widzą, no zobacz, jak ty masz obrąbane te paznokcie, aż wstyd. Mama dzisiaj wpadła na pomysł tego lakieru, więc próbujemy. OK?