Kolejne bitwy wypadały słabo, aż wreszcie doszło do tej ostatniej, przesądzającej o wygranej. Walka była zażarta i bezpardonowa. Aż wroga armia zapędziła rycerstwo naszego króla do wąwozu bez wyjścia. Król ukrył się w skalnej szczelinie i pomyślał – Teraz jestem w sytuacji bez wyjścia, w całym tego słowa znaczeniu. Wąwóz bez wyjścia, a ja nie znajduję rozwiązania.

Sięgnął po nóż i podważył wieko swojego pierścienia. A tam było napisane „NIE MARTW SIĘ I TO MINIE” – No tak, minie. – pomyślał – Zabiją mnie i minie rzeczywiście. Ogarnęła go rozpacz i zwątpienie. I wtedy pojawił się przy nim jeden z jego rycerzy – Panie – wykrzyknął – znaleźliśmy wąski przesmyk na końcu wąwozu! Przemkniemy się przez niego, zaskoczymy wroga i zwyciężymy. Tak zrobili.