No ruszaj się, kurwa, co ty mucha w smole jesteś. Głodny jestem – mówił jeszcze spokojnie, ale ona już czuła, że zaraz się zacznie.

– No wbijaj te jajka. Kurwa, ja pierdolę co za nieudacznik. Jajecznice godzinę robi – cały czas spokojnie. Nie odzywała się. Już wiedziała, że jak się odezwie będzie jeszcze gorzej.

Wyjęła z szuflady nóż i chleb z pojemnika. Taki jak lubił słonecznikowy. Zaczęła kroić równe kromki. Widziała, że drżą jej ręce.

– Kurwa, mieszaj te jajka, bo zaraz się przypalą!!! – wrzasnął.

A ona tak jak by się zupełnie tego nie spodziewała, podskoczyła. Nóż wbił jej się boleśnie w dłoń. W to miękkie miejsce między kciukiem i palcem wskazującym.

– Ja jebię. Co za niezdara walnięta w łeb!!! Jajka mieszaj!!! – mówię – Kurna, ale krew kapie!!! Nie nachlap mi tu do jajek!!!!

Obwiązała rękę kuchenną ścierką. Posmarowała chleb masłem, obłożyła szynką. Przełożyła jajecznicę na talerz.

Ścierka błyskawicznie nasiąkła krwią.

– Uważaj kretynko, bo mnie pobrudzisz. Kurwa! Ile można na śniadanie czekać?

Podeszła do zlewu. Delikatnie odwinęła ścierkę. Rozpłatana skóra odsłaniała wnętrze ciała, ścięgna, różowe, miękkie. Krew.

Łzy zaczęły jej cieknąć po policzkach. Nie udało się…

– I co? Teraz się, kurwa, będziesz mazać? Naklej sobie plaster i za obiad się bierz, ślamazaro.

– Adam chyba to trzeba zszyć. Pobiegnę do przychodni i zaraz wrócę. Mam już podszykowane. Nie denerwuj się.

– No jasne! Kurwa! Z byle gównem będzie lecieć do konowała!

Wybiegła z domu, ale zamiast do przychodni poszła szybkim krokiem do przyjaciółki. Znały się od zawsze.

– Agata, ja już tam nie mogę wrócić.
Przyjaciółka mocno ją przytuliła.


  • Permanentny stres, który bagatelizujesz, idziesz jak koń pociągowy od jednego zadania, do drugiego, w napięciu, w pośpiechu.
  • Często dzieje się tak, że ulegasz ocenie innych. Chcesz ich zadowolić, nie zawieść.
  • Zdarza się, że trwasz w zależności z ludźmi, którzy Cię źle traktują. Ale nie potrafisz odejść, tylko trwasz i uczysz się zachowań unikowych – „żeby było dobrze, żeby był zadowolony, żeby nie odszedł, nie zostawił, żeby się nie zdenerwował”.
  • Dajesz jakoś radę. Nawet się uśmiechasz i malujesz.
  • Aż pewnego dnia, budzisz się z lekiem. Tak strasznym, że czujesz jak byś miała umrzeć, że nie możesz oddychać.  Ale nie wiesz czego się boisz. Po prostu się boisz.
  • To sygnał Twojego ciała, że już wystarczy. Że trzeba się zatrzymać. Zastanowić. Zwolnić. Zmienić. Odpocząć. Wymagać szacunku. Uciec i zerwać więzy.
  • Uda Ci się! Tylko skorzystaj z pomocy przyjaciół, idź na terapię albo zgłoś się do ośrodka lub fundacji, gdzie powiedzą Ci co i jak zmienić.
  • Oddychaj. Zawsze. Spokojnie i głęboko.